Wydarzenie specjalne
WP Wydarzenie specjalne Partner wydarzenia
Partner wydarzenia
U schyłku drugiej dekady XXI w. nie będzie przesady w twierdzeniu, że szerokopasmowe połączenie z internetem postrzegamy dziś tak jak prąd. Traktujemy jako pewnik i dopiero ewentualne przerwy w dostawach odczuwamy dotkliwie.

Tym większym zaskoczeniem dla wielu osób – zwłaszcza tych, którzy łączą się z siecią przede wszystkim za pośrednictwem urządzeń mobilnych – mógł być tweet opublikowany w połowie marca przez komisarza europejskiego Thierry’ego Bretona, który poinformował w nim o rozmowie z szefem Netfliksa, Reedem Hastingsem. Dotyczyła ona konieczności obniżenia jakości usług strumieniowanych przez tę firmę. Wszystko po to, by odciążyć europejską infrastrukturę internetową. Ta bowiem, w związku z wprowadzeniem w Europie kwarantanny i samoizolacji, stanęła w obliczu znacznych utrudnień w funkcjonowaniu.

Nagle zdaliśmy sobie wówczas sprawę, że coś, co braliśmy za pewnik, jest w istocie niezwykle wrażliwe. Już krótkotrwała kwarantanna spowodowana pandemią, a co za tym idzie konieczność błyskawicznego wdrożenia np. narzędzi pracy zdalnej, może spowodować znaczące obciążenie infrastruktury telekomunikacyjnej. I, co za tym idzie, problemy z wydajnością.

Ważną rolę w procesie, który doprowadził do takiego stanu rzeczy, był bezprecedensowy wzrost popularności biznesowych usług komunikacyjnych umożliwiających przeprowadzanie wideokonferencji. Tysiące przedsiębiorstw na całym kontynencie z dnia na dzień zmuszonych było przenieść swoje spotkania z salek konferencyjnych do świata wirtualnego.

"Sytuacja jest całkowicie bezprecedensowa"

Podobnie jak w przypadku rozwoju samej pandemii, szczególnie ważne dla całego świata są informacje o przebiegu utrudnień w dostępie do dotychczasowych przepustowości na najbardziej dotkniętych obszarach.

I tak, według szacunkowych informacji, po wprowadzeniu samoizolacji prędkość internetu w prowincji Hubei, której stolicą jest Wuhan, spadła nawet o połowę. W krytycznych momentach podobne spadki odnotowywano kolejno w Włoszech, Hiszpanii i Niemczech. Według danych firmy Broadband Now, która specjalizuje się w tego typu pomiarach, mediana prędkości pobierania spadła w wyniku lockdownu o 38 proc. w kalifornijskim San Jose i o 24 proc. w Nowym Jorku.

Wspomniany już Thierry Breton, który przed rozpoczęciem pracy w Brukseli szefował France Telecom, przyznał, że sytuacja i obciążenie infrastruktury, z jakimi obecnie mamy do czynienia, są całkowicie bezprecedensowe.

Wtórują mu w tym szefowie firm telekomunikacyjnych na całym świecie. Według Enrique Blanco, dyrektora technicznego Telefoniki, wzrosty, których osiągnięcie miało według prognoz sprzed pandemii zająć lata, odnotowano zaledwie w ciągu kilku dni. Szacunki tej firmy wskazują, że ruch sieciowy w Europie urósł w pod koniec marca o 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu z 2019 r. Nawet dwukrotnie wzrósł przy tym ruch generowany przez sieciowe gry komputerowe i oprogramowanie służące do przeprowadzania wideokonferencji. Liczba wiadomości wysyłanych za pośrednictwem WhatsAppa zwiększyła się z kolei aż czterokrotnie.

Źródło: Pixabay

Wąskie gardła współczesnego internetu

Czy zatem mamy powody do obaw, że infrastruktura, na której polegaliśmy przez lata (i zamierzaliśmy polegać przez wiele kolejnych) jest nieprzygotowana na realia pandemii i warunki, jakie nastąpią już po niej?

Ciekawych informacji na ten temat dostarcza analiza wpływu pandemii na szybkość internetu w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Na Wyspach słabym punktem infrastruktury, wąskim gardłem dla jej wydajności, okazała się cokolwiek przestarzała już dziś sieć 3G. Pod koniec marca nie wytrzymała obciążenia w związku ze wzrostem popularności voice callingu. Poskutkowało to przerwami w dostępie do usług wielu brytyjskich operatorów, między innymi o2.

Dużym wyzwaniem w realiach, w których konsumujemy nawet czterokrotnie więcej danych niż dotychczas, jest jedna z największych bolączek dzisiejszej infrastruktury internetowej – centralizacja. Nie tylko na przykładzie Stanów Zjednoczonych widać, że głównego problemu nie stanowią rdzenne usługi internetowe oraz najważniejsze międzynarodowe węzły wymiany ruchu.

Źródło: Unsplash.com

Znacznie większym wyzwaniem jest to, że lwia część wykorzystywanych dziś aplikacji i usług internetowych całkowicie porzuciła model peer-to-peer. W nim użytkownicy, węzły końcowe ruchu, przesyłają sobie dane bezpośrednio. Dziś korzystamy przede wszystkim ze scentralizowanej infrastruktury dostawcy jakiejś usługi, np. serwerów YouTube’a. Aby obejrzeć jeden film w tym serwisie miliony użytkowników z całego świata łączą się z tymi samymi serwerami.

Potrzeba matką wynalazku

Osobną kwestię stanowi przepustowość i pojemność powszechnie wykorzystywanej dziś w Polsce sieci 4G. Złudzeń nie pozostawia tu raport sporządzony przez Instytut Łączności na zamówienie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Jego autorzy otwarcie stwierdzają, że wykorzystywana dotychczas technologia w związku z ogromnym wzrostem ilości przesyłanych przez Polaków danych "zatka się" do 2025 roku.

A przecież są to prognozy na długo sprzed pandemii. To może sugerować, że aktualnie perspektywa problemów z dostępem do bezprzewodowej transmisji danych o satysfakcjonującej jakości jest znacznie bliższa. Według autorów raportu jedynym rozwiązaniem jest sprawne wdrożenie technologii 5G.

Wystarczy porównać specyfikacje 4G i 5G, by zdać sobie sprawę o jakim skoku technologicznym mowa. Skupmy się na razie na samej prędkości przesyłania danych. W przypadku 4G, czy też LTE, maksymalna prędkość wysyłania danych wynosi do 300 megabitów na sekundę, wysyłać zaś można z prędkością 50 Mb/s. W 5G wartości te wynoszą kolejno 20 Gb/s i 10 Gb/s.

Mowa więc o sześćdziesięciokrotnym wzroście prędkości 5G w stosunku do infrastruktury poprzedniej generacji. Na tym jednak nie kończą się cechy 5G, które mogą zapobiec "zatkaniu się" internetu.

Źródło: Adobe Stock

Równie ważna jest pojemność, czyli maksymalna liczba urządzeń, jakie mogą połączyć się z daną siecią. Satya Nadella, dyrektor wykonawczy Microsoftu, szacuje, że do 2025 roku do internetu będzie podłączonych 50 miliardów urządzeń różnej klasy. Nie chodzi tylko o serwery, komputery czy smartfony, ale także o urządzenia automatyki domowej czy przemysłowy internet rzeczy (IoT). Sieć 5G stanowić będzie katalizator tych przemian, ale także odpowiedź na bieżące potrzeby, także te spowodowane pandemią. Dość powiedzieć, że w przypadku LTE sieć dostarczana na obszarze 500 km2 może pomieścić do miliona urządzeń. W 5G milion urządzeń może połączyć się z siecią o obszarze… 1 km2.

Sieć 5G w T-Mobile

Wdrożenie sieci 5G nie jest więc kwestią wyboru, lecz konieczności. Siłą rzeczy warto śledzić więc poczynania T-Mobile, które w tej chwili jest na zaawansowanym etapie wdrożeń. Na początku maja firma ogłosiła, że już pod koniec czerwca dysponować chce 1600 stacjami bazowymi obsługującymi 5G w paśmie 2100 Mhz.

To ważna wiadomość także w kontekście ostatniego unieważnienia na mocy Tarczy Antykryzysowej 3.0 aukcji na częstotliwości z pasami 3,6 Ghz. Dzięki zagospodarowaniu 2100 Mhz, T-Mobile będzie mógł rozpocząć świadczenie usług z pomocą mechanizmu Dynamic Spectrum Sharing. Już teraz firma dysponuje 1460 stacjami bazowymi umożliwiającymi świadczenie usług o parametrach pozwalających obsługiwać nawet tak duży ruch, z jakim mamy do czynienia w okresie pandemii.

Przepustowość i pojemność to tylko dwie najbardziej oczywiste innowacje 5G w stosunku do 4G/LTE. W późniejszym okresie klienci T-Mobile będą mogli korzystać z takich nowinek, jak pamięć podręczna stacji bazowych. Dzięki temu treści cieszące się w danym momencie największym zainteresowaniem będą mogły trafiać na końcowe urządzenia bezpośrednio z BTS-ów (stacji bazowych). A to zniweluje wspomniany już problem centralizacji dzisiejszego internetu i polepszy dostępność treści.

Źródło: Adobe Stock

Sieć 5G wprowadza także udoskonalone mechanizmy unikania interferencji i utrzymywania połączeń z przemieszczającymi się urządzeniami końcowymi. To z kolei odczuwalne będzie na przykład podczas korzystania z internetu w samochodach i innych środkach lokomocji.

W końcu sieć 5G będzie też niewątpliwym impulsem do narodzin wielu nowych usług i rozwoju już istniejących. Rozdzielczości wideo traktowane przez nas dotąd jako HD zostaną zredefiniowane. Kwestią czasu najpewniej także rozkwit usług umożliwiających dostęp do gier komputerowych w oparciu o strumieniowanie, dzięki czemu w najnowsze tytuły będzie można zagrać na każdym sprzęcie. Sieć 5G będzie też kluczowa dla implementacji Internetu Rzeczy w przemyśle i przestrzeniach biurowych, gdzie problemem była dotąd pojemność i utrzymanie niskich opóźnień. Już popularyzacja dostępu do LTE zmieniła zwyczaje milionów Polaków, a w przypadku sieci 5G mamy do czynienia ze znacznie większym skokiem technologicznym. Dzięki niej "zatkanie się" sieci na szczęście raczej nam nie grozi.

atten

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

close